Działający model ekonomiczny oparty o Open Source

Autor: Maciek B.

O OSS (oprogramowaniu otwartym/open source software) napisano już tyle, że nie warto chyba męczyć się z rozważaniem, czy OSS ma sens czy nie. Biorąc pod uwagę tą stronę: http://www.microsoft.com/opensource/ jedno jest pewne: oprogramowanie otwarte zostanie z nami na jakiś czas. Ciekawe jest natomiast to, co dzieje się z firmami, które postawiły na produkcję oprogramowania i jego dystrybucje jako open source (bez względu na licencję). Nie mówię tu o dużych aktorach tej sceny, jak Microsoft czy Sun (pardon: Oracle), ale o tysiącach projektów otwartych, publikowanych przez nieduże firmy informatyczne, na ogół dostępnych wyłącznie przez internet. Wydaje się, że 2009 rok jest kolejnym, w którym ugruntowuje się podział na duże, "markowe" projekty i produkty OpenSource'owe i te mniejsze, hobbistyczne, praktycznie nieznane szerszej publiczności. Widać też, że coraz więcej dużych projektów szuka jakiegoś modelu ekonomicznego pozwalającego na utrzymanie produktu i rozsądny zysk. Wydawało się też do tej pory, że jedyne dwa działające modele są następujące: Producent buduje niezły produkt, tworzy społeczność, a sam zarabia na usługach, konsultingu i sieci partnerskiej. Model ten ma sens, kiedy uda się stworzyć naprawdę dużą społeczność i można oczekiwać, że część wysiłku developerskiego (dokumentacja, nowe moduły) będzie przejęta przez partnerów. Niestety, dopóki to nie nastąpi trzeba mocno naciskać na kwoty usług handlowych, które często są nierozsądne. Kiedyś chcieliśmy się wesprzeć konsultantem producenta eZ Publish do parametryzacji (niezłego skądinąd) systemu CMS tylko po to, żeby odbić się od ceny dniówki na poziomie 2500 USD. Absurd (przynajmniej w tym sektorze!). Drugi model, zwany przez złośliwych (w tym i naszego prezesa...) "Open Ściema". Polega to na tym, że producent "podpina się pod modę" Open Source i publikuje na tej licencji "Cośtam" mające niewiele wspólnego z prawdziwym produktem, dostępnym w wersji Professional/Gold/Premium/Platinium/Whatever, dostępnym często na nieakceptowalnych warunkach (dla zwykłych śmiertelników, do tego ze Wschodniej Europy). Mistrzem tutaj jest chyba Alfresco. Produkt w wersji "Community" jest nieprzetestowanym, niestabilnym i generalnie nie-do-końca-działającym ochłapem rzuconym bez dokumentacji na rynek. Dopiero po wykupieniu supportu za kilkadziesiąt tysięcy euro rocznie (!) mamy dostęp do przetestowanego kodu i działającego systemu. Społeczność dookoła produktu spędza więc więcej czasu na wyrażaniu swojej frustracji na forum, niż pomaganiu producentowi w rozwoju oprogramowania. Ostatnio jednak natknąłem się kilka razy na realne przykłady wdrożenia innego podejścia, o którym słychać już było od jakiegoś czasu, ale dotychczas tylko w teorii: to podejście "funkcjonalno-sponsorskie". W skrócie: producent proponuje pewną listę funkcji z przypisaną ceną (np. integracja LDAP/AD: 27000 euro). Firmy zainteresowane wpłacają dowolną kwotę i po osiągnięciu wymaganej kwoty, producent publikuje daną funkcję. System jest świetny: daje bezpośredni dochód producentowi a społeczności funkcje za rozsądną cenę (na pewno mniejszą niż gdyby należało realizować funkcję samodzielnie). Oczywiście system działa tym lepiej im większa jest społeczność, więc zwykłe działania marketingowo-reklamowe też są ważne, ale dzięki takiej podstawie producent może budować rozsądny biznes-plan i dawać produktowi szanse na przetrwanie a nam, firmom wdrożeniowym na ciekawe projekty u zadowolonych klientów...